
Bardzo dawno temu, kiedy kraina gór, lasów i połonin była bezludna i dziewicza, panował na niej Zły-Bies. Z postaci był podobny do człowieka, choć większy i rogaty. U ramion miał wielkie nietoperzowe skrzydła. Zły był zazdrosny o swoją ziemię i nie chciał z nikim się nią dzielić. Stworzył sobie pomocników – Czadów. Wyczarował ich tyle, ile starych drzew w lesie. Były to pokraczne ludziki, ruchliwe, psotne i wesołe…
Niestety mnie nie udało się spotkać Czadów… Również nikt inny z ponad czterdziestoosobowej grupy Eskapadowej nie pochwalił się takim wydarzeniem. Kto wie jednak? Może gdzieś zza drzew obserwowały nas na zdobywanych szlakach? Może zaglądały przez okno do izby?
Zakończyliśmy Bieszczadzkie podboje.
Harcerze Starsi, Sympatycy i ciekawi harcerstwa, zjechali się do Rzeszowa 23 października, gdzie dzięki gościnności Siostry Dyrektor Liceum i Gimnazjum im. Jana Pawła II odpoczęliśmy po trudach podróży. Niektórzy znużeni niedługo po przyjeździe poszli spać, inni odświeżali stare znajomości, nawiązywali nowe – generalnie noc była dłuuuuga (a sen krótki, eh…) 🙂
Rano (a dla niektórych jeszcze w nocy) wstaliśmy by wziąć szybki prysznic, zjeść śniadanie, zapomnieć paru rzeczy i jak najszyciej przetransportować się na dworzec, gdzie czekał już na nas autobus, który to bezpiecznie zawiózł nas do Ustrzyk Górnych.

Tam zaczęła się nasza całodzienna wędrówka. Tras było kilka. Jedne grupy większe, inne mniejsze. Jednak każdy dostał do wykonania na szlaku kilka harców. Przydała się pomysłowość, zaufanie i spryt 🙂 Natomiast rozdane na początku fragmenty Desideraty (ilu z Was się zorientowało, co to za utwór? :> ) wypisane na korze brzozowej dodały ciepła. A ciepło było potrzebne, gdyż złota polska jesień przywitała nas w Bieszczadach topniejącym śniegiem po kolana (a w niektórych miejscach i po pas! „impregnat, impregnat! królestwo za impregnat!”).
Inwencja nas nie opuszczała! Jedni robili bałwana na szlaku, inni orzełki i jaskółki, a jeszcze inni odświeżali dziecinne wspomnienia poddając się niewielkiej sile tarcia i żjeżdżając na … niewymownej części ciała (;)) skracając sobie zawiłe ścieżki:) Wybudzaliśmy niedźwiedzie z zimowego snu śmiejac się i śpiewając na szlaku. (Na szczęście żaden nie przyszedł ze skargą, uff… )
Gdy już w schronisku okazało się, że najkrótsza trasa zajęła najwięcej czasu, a z najdłuższej wędrowcy wracali raźnie i wesoło, przyszedł czas na obiad (pozdrowienia dla pani Lidki!!!). Cieplutki swojski bigosik w cieplutkiej klimatycznej Bacówce pod Małą Rawką dopełnił listę składników na szczęście 🙂

Dzień został zwieńczony kominkiem, gdzie przedstawiane były relacje z każdego szlaku. Niemożliwe by spamiętać wszystkich szczegółów, by teraz przedstawić nieobecnym (po prostu żałujcie i za rok się wybierzcie!). Jednak w każdej opowieści czuć było satysfakcję ze zdobytej trasy 🙂 Psikusowa mgła, która swoim puchem przykryła absolutnie wszystkie szczyty (w sumie podnóża również 🙂 ) umożliwiła uczestnikom rozwinąć wodze fantazji – każdy widzał co innego! Opowieści przeplatane śpiewem nie trwały długo, apel również nie należał do bardzo rozbudowanych. (Najważniejszą jego informacją było to, iż…. śpimy godzinę dłużej ze względu na zmianę czasu :D)
Apel, kominek, a później po prostu bycie razem. Rozmowy, śmiechy i śpiewy. Te ostatnie ciągnęły się i ciągnęły do drugiej drugiej <sic!> 🙂 Miało się wrażenie, że drewniana bacówka współgra z nami. Dudnienie schodów, trzeszczenie podłogi, skrzypienie drzwi…
Schronisko łóżek miało o 10 mniej niż uczestników, ale co to dla harcerzy! Materace, koce, śpiworki, podłoga na stryszku i dachowce mruczące kołysanki zmniejszały współczynnik dyskomfortu:) Rano (tym razem na pewno rano) cała ekipa wstała raczej wypoczęta, a kto się nie wyspał, ten sam sobie winien 😛

W niedzielę mieliśmy gościa. Podkarpacki kapelan ks. pwd. Marek Duda wraz z instruktorskim małżeństwem Mrozów przyjechali by razem z eskapadowiczami celebrować niedzielną Eucharystię na łonie natury. Gdy wyszliśmy na zwenątrz okazało się, że mgła (jak już wspomniałam psikusowa) ustąpiła i odsłoniła szczyty i połoniny. Wreszcie mogliśmy zobaczyć gdzie byliśmy!!!
Pamiątkowe zdjęcia, zbieranie pozostawionych rzeczy, formalności… Powrót do autokaru, potem rozśpiewana droga do Rzeszowa, stanowiska autobusów, perony dworcowe… pożegnania, podziękowania...

Podobno Czady można spotkać tu i dzisiaj, ale że i starych drzew, w których dziuplach mieszkają, jest już mniej, to i duszki te spotyka się rzadziej. Czady czuwają nad pięknem tej polskiej krainy. Na wędrowców rzucają słodki czar, który sprawia, że nie można zapomnieć jej uroku.
Dlatego też w Bieszczady przyjeżdża się tylko raz, potem się tylko wraca. /M. Hess/.
Dziękuję Wszystkim!
Pierka Średnia
ps. Zapraszam do pisania komentarzy poniżej! I odwiedzenia fotorelacji 🙂
Foto-videło-re(we)lacje:
Krzysztof Głowacki – foto / nagranie
Piotr Kosiarski – foto / nagranie
Aleksandra Wojda: – foto
Szortyl – foto
4 komentarze
Szortyl · 04/11/2009 o 23:27
Dla mgły, wzniesienia się ponad mgłę na Rawce, Glorii i tych wspomnień 🙂
Ania Pe · 03/11/2009 o 20:44
Dla mgły, wydłużonej najkrótszej trasy i wchodzenia na trzy Rawki 😉
Krzysiek · 31/10/2009 o 20:34
Dla tej mgły było warto…
Kasia Ossowska · 30/10/2009 o 21:54
Tak strasznie żałuję, że mnie nie było z Wami! A jak oglądam zdjęcia… ehh…
Możliwość komentowania została wyłączona.