Na krańcu świata autobusu 96 miasta Łodzi
Zjechaliśmy się w piątek, bo los HS nas obchodzi.
Ulica Telewizyjna – kanałów tematycznych do dyskusji wiele,
Twardo siedzieliśmy do 3 w nocy, prawie jak na Pasterce w kościele.
Tęgich głów w liczbie około dwunastu sztuk tak jak należy się odliczyło,
Mimo krótkiej nocy do soboty rano w komplecie przeżyło.
Po postnym (w wyniku przypadku) śniadaniu prężnie do pracy ruszyliśmy,
O ręce metody w HS-ie, Forum, Spektrum itp. owocnie rozmawialiśmy.
W międzyczasie odwiedził nas nawet ksiądz chodzący po kolędzie.
Przećwiczone wcześniej Przybieżeli do Betlejem zabrzmiało bardzo pięknie.
Na obiad tradycyjnie pięć smaków pizzy przyjechało,
Anchoix, kurczak, oliwki łagodnie lub na ostro wyśmienicie smakowało.
Po takiej uczcie w ramach sjesty gra planszowa została rozłożona,
Część z nas jednak wolała odpocząć i na dywanie leżała uśpiona.
Trudno tak w skrócie i wierszem opowiadać o popołudniowej pracy zespołu,
Przejdę zatem płynnie do bardzo ciekawego wieczoru.
Wpierw wypełniliśmy prośbę gospodyni i z psami na spacer poszliśmy.
Zapuściliśmy się w ciemny, głęboki 😉 las, lecz się nie zgubiliśmy.
Następnie do miasta ruszyliśmy podzieleni na dwie grupy,
Jedni do kina Cytryna, drudzy do Zapiecka na koncert pewnej trupy.
FutureShorts, czyli cykl filmów krótkometrażowych zrobił na nas wrażenie,
Po jego zakończeniu udaliśmy się do Zapiecka na przebywających już tam zaproszenie.
Słodki całus od Buby – tak nazwa zespołu brzmiała,
Nowo przybyłym na koncert w tamtym momencie niezbyt odpowiadała,
Asertywnie więc cichaczem stamtąd czmychnęli
I lody z McDrive’a na parkingu w samochodzie z uśmiechem jedli.
Gdy wszyscy szczęśliwie do domu na krańcu Łodzi powrócili
Ważny i długi kominek prowadzony przez Marysię przeżyli.
O której dzień się skończył pisać nie wypada,
Przejdę zatem do niedzieli, która rozpoczęła się od obfitego w mięso śniadania.
Wspólna Msza św. Oficjalnie spotkanie zakończyła,
Jednak większość z nas oczekując na pociąg, w kawiarni dalej się bawiła.
Naleśniki, sałatki, barszcz czerwony, czekolady,
Tak trwały już całkowicie nieoficjalne obrady.
I tu dobiega końca grafomańska historia z krańca Łodzi,
Pisała dla Was Ilona – która nie z Łodzi, lecz z Bełchatowa się wywodzi 🙂
Ilona Socha
9 komentarzy
Krzysiek · 22/01/2010 o 13:16
nie wiem co na to Adam – on jakiegos niestandardowego dostal…
agula · 21/01/2010 o 15:23
Przypadek 🙂
Ale przyznacie, że te potwory są super 🙂
Krzysiek · 21/01/2010 o 13:40
a ja z innej beczki…
jak to sie stalo, ze obie Pierki sa na rozowo?
Anula · 20/01/2010 o 20:44
WOW!
Wspaniałe spotkanie, wspaniała relacja 🙂
Katarzyna · 20/01/2010 o 13:55
Ilona, szacunek! Spotkanie jeszcze fajniejszym się wydaje:)
PauluSJ · 20/01/2010 o 13:25
poziom światowy, a nawet europejski 🙂
Krzysiek · 20/01/2010 o 12:41
Jestem pod wrażeniem…
I dzieki jeszcze raz za spotkanie.
agula · 20/01/2010 o 12:15
Ilona jesteś niesamowita! Relacja pisana wierszem – wow!
Adam Przymusiała · 18/01/2010 o 11:59
Kilka zdjęć można już zobaczyć na: http://przymusiala.net/galeria/v/2010/khs-lodz/ 🙂
Możliwość komentowania została wyłączona.