„W górach jest wszystko, co kocham!”

A gdzie tym razem? Ponownie na Turbacz, ale żeby tam dotrzeć, spotkaliśmy się 5 grudnia 2009 roku o 7:35 na dworcu PKS, skąd pojechaliśmy do Nowego Targu. Tam ledwie zmieściliśmy się do autobusu, gdzie panowała wesoła atmosfera za sprawą grupki znajomych, którzy przez całą drogę sypali żartami. Tak właśnie dotarliśmy do Obidowej i stamtąd rozpoczęliśmy naszą wędrówkę na szczyt. Co prawda w Gorcach nie było jeszcze śniegu, ale za to nie zabrakło błota, którym upapraliśmy się po kolana (co sprytniejsi wzięli stuptuty:P). Po drodze zrobiliśmy postój, na którym nie obyło się bez śpiewanek i jedzenia oczywiścieJ Zastanawialiśmy się również, czym dla każdego z nas jest HAK i czy jest nam potrzebny. Oprócz tego Ania każdemu dała karteczkę zawierającą imię osoby, którą ma lepiej poznać w czasie marszu i właśnie jej ma podarować pudełeczko (które trzeba było zrobić przed wyjazdem). Jednak żeby nie było zbyt łatwo, należało jeszcze włożyć do pudełka jakąś rzecz, która najlepiej określałaby tę osobę. Tuż przed szczytem wstąpiliśmy do schroniska, aby się trochę ogrzać. Z Turbacza niestety nie rozciągał się przepiękny widok, gdyż przysłaniała go mgła (ale od czego jest wyobraźnia?). Jako, że hakowicze mają różne, dziwne pomysły to przed zejściem zatańczyliśmy belgijskiego:D W drodze na Bene musiała nas niestety opuścić Kasia, którą Grzesiek i Piotrek zaoferowali się „kawałek” odprowadzić (takich dżentelmenów to dzisiaj ze świecą szukać;)). Zaczęło się akurat ściemniać, dlatego chłopcy w drodze powrotnej trochę zabłądzili i dotarli do kwatery Szarej Siódemki po kilku godzinach bardzo zmęczeni. Za to należy się podziw! W czasie ich zmagań my dotarliśmy na Bene, gdzie najpierw zjedliśmy, a następnie graliśmy w mafię i śpiewaliśmy. Po ich powrocie był kominek przygotowany przez Anię Ortyl (jak i cały biwak), na którym wróciliśmy do tematu z wędrówki – czym jest HAK, czy jest potrzebny i co nam daje? Każdy podzielił się swoimi przemyśleniami, a następnie były prezenty (jak to w MikołajkiJ) – czyli własnoręcznie robione pudełka, gdzie jest miejsce na harcerskie skarby.

No i przyszła pora na wygodne ułożenie się w śpiworkach po tym pełnym przygód dniu, ale sen nie trwał zbyt długo dla członków ZHR-u. Wstaliśmy przed świtem po to, aby przyjąć do naszego zhrowskiego grona Piotra Kosiarskiego. Kiedy wyszliśmy z Bene szczęki opadły nam z wrażenia, jakie zrobiła na nas cudowna panorama Tatr. Niestety nie mogliśmy za długo tak stać i się gapić, ponieważ trzeba było się zbierać do domu (a tak naprawdę to było bardzo zimno). Tak więc zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się, podziękowaliśmy za nocleg i ruszyliśmy w drogę powrotną. Tego dnia mgła opadła, dlatego przez część wędrówki podziwialiśmy ośnieżone góry. Do Krakowa dojechaliśmy autobusem, a na dworcu pożegnaliśmy się w kręgu. Tak właśnie biwak mikołajkowy dobiegł końca, z którego oprócz wspaniałych wspomnień zostało nam w głowach coś jeszcze – wskazówki Szczepana na temat tego, jak rozkoszować się czekoladą!:P

Fotorelacja tutaj