Generalnie jest tak, że gdy przychodzi jesień ludzi ogarnia marazm i otępienie. Zaczynają się studia, praca albo w sumie to nic się nie zaczyna tylko monotonną codzienną pracę spowija poranna mgiełka…  No i może jeszcze tęsknota do dalekich krain, tego co nieznane… 
Dostaję informację o Eskapadzie. Jedną, drugą, n-tą … bombardują mnie streszczenia z Facebooka… A na głowie tyyyyle spraw! Rany Julek, Janek!  Opamiętaj się!
Koniec września. Z lekkiego półsnu w okolicach 2 nad ranem wyrywa mnie myśl: zgłoszenia na Eskapadę! Pytam nowo nabytego męża, który jeszcze siedzi przed komputerem: <<Borsuk, a my to w ogóle jedziemy w tym roku na Eskapadę?>> On: <<A to jeszcze nas nie zgłosiłaś? Ja myślałem, że już dawno :)>>.
No to szkoda czasu – zgłaszamy się. Formularz, dane, trasa…? Którą wybrać? Po dłuższej chwili stwierdzam, że i tak nie ma znaczenia. Przecież i tak będzie fajna 😉 Przelew i gotowe. Jedziemy. Wracam do snu.
 

Przyjeżdżamy do Krakowa w nocy w piątek 19 października. Spotykamy się w połowie drogi Gliwice-Rzeszów. Tuptamy do Jezuitów, gdzie miał być nocleg. Zastanawiamy się ile osób obudzimy dzwoniąc domofonem. Na szczęście jest numer telefonu do odźwiernego. Komendant, pełniący wartę przy drzwiach, ledwo stoi ale stoi. Nie dajemy mu jeszcze pospać spisując się, dyskutując na tematy różne. W końcu idziemy się zdrzemnąć. Celowo piszę „zdrzemnąć”, ponieważ nie wydaje mi się, że sen trwający mniej niż 3h zasługuje na swoją nazwę.

Pobudka koło 5.oo. Nie pamiętam dokładnie o której – w każdym razie środek nocy. Zaspany człowiek wykopuje się ze śpiworka, przeciera oczy i niepewnym krokiem zaczyna kursować między umywalką, czajnikiem a plecakiem. Na trasie spotyka ludzi, których nie widział od roku, może więcej… Serdeczne przywitania, zamiana kilku słów i wracamy do pakowania.

Przed wejściem do autobusu szybciutkie spotkanie z prowadzącymi na trasy, żeby ustalić kolejność wysiadania – i jedziemy (a w zasadzie kierowca jedzie a my śpimy 😉 )

START TRASY

Tras było 5: z Rytra – prowadzona przez Mikołaja Białko (Zielona 3, Kraków), z Piwnicznej – prowadzona przez Rene Karkochę (Tatrzański Związek Drużyn), z Żegiestowa – prowadzona przez Krzysztofa Jankowskiego (KSM – Poznań), z Muszyny – prowadzona przez Gabrielę Pisowacką (Zielona 3 – Kraków), z Krynicy – prowadzona przez Sławomira Żołnierczyka (Hufiec Harcerzy na Podbeskidziu – Bielsko – Biała). Wszystkie kończyły się na Hali Łabowskiej.

Autobus zatrzymuje się na naszym przystanku. Budzimy się – patrzymy za okno i aż dech zapiera! Niebo bezchmurne, a góry w ciepłych odcieniach. Gdzieniegdzie jeszcze zielono, ale kontrolę nad kolorem przejmują czerwienie, pomarańcze i żółcie. Ruszamy na szlak. Trasa – Rytro Pierwsze podejście – najtrudniejsze i najbardziej męczące. Następne już lepsze, bo nogi się rozruszały. Rozglądam się dookoła i oczom nie wierzę. Buki na pierwszym planie mają pnie o odcieniu szarym – normalnie. Jednak już głębiej, gdzie słońce ma utrudniony dostęp, zmieniają swój kolor na niebieski! Jak to możliwe?… Niesamowite! Gdzieś ponad drzewami na zboczu ukazała się wieża zamku – nasz cel pośredni. Niestety okazało się, że im bardziej zbliżaliśmy się do niego tym bardziej się oddalał. Najwidoczniej góry nie chciały, byśmy za jednym razem zobaczyli wszystko – to znak, że musimy wrócić 🙂

Dłuższy postój przygotowaliśmy pod schroniskiem Cyrla, który bardziej przypominał piknik 😉 Słoneczko świeciło, las pachniał a trawa była taaaaaka mięciutka. Raj na ziemi. Jednak z racji tego, iż nie był to nasz cel – po odpoczynku ruszyliśmy dalej.

Po drodze poznawaliśmy się nawzajem, tudzież odświeżaliśmy znajomości. Dyskutowaliśmy na różne tematy np. jak wygląda raj :). Parę zdjęć, parę postojów, parę przemyśleń. W oddali o swojej potędze przypominały Tatry. Jednak my wybraliśmy Beskid Sądecki.

W schronisku powitała nas grupa Komendanta. Razem zjedliśmy pyszny obiad i przygotowywaliśmy się do ogniska. Schronisko godne polecenia. Przytulne, z cudownym przeszkleniem w jadalni na panoramę gór, niczym ogromna zmieniająca się z minuty na minutę fototapeta.

Gdy już wszystkie grupy dotarły i posiliły się, przyszedł czas na apel. Niestety w trakcie wędrówki głos Komendanta zupełnie zaniemógł i potrzebował tłumacza na czas swoich wystąpień. Swoją drogą ciekawy wypad harcerski – gdzie w żadnej sprawie Komendant nie ma głosu 😀

W czasie ogniska opowiadaliśmy relacje z tras przeplatając je – po harcersku – zabawami i piosenkami. Natomiast gawędę opowiedział Piotr Białko – przytoczył nam historię miejsca, historię św. Kingi (Kunegundy).

Zakończone spotkanie przy ogniu bynajmniej nie sprawiło, że zgasiliśmy ognisko i poszliśmy spać. Harcerze i Sympatycy grali i śpiewali jeszcze przez jakiś czas. Celowo piszę „jakiś czas” ponieważ jak to Kasia L. stwierdziła: „Duch w narodzie umiera, jeśli się idzie spać o pierwszej…”. Ale! Przynajmniej został prześpiewany cały śpiewnik eskapadowy i nie brakło oczywiście piosenki „Kiedy góral umiera” w wykonaniu Urban feat. Rene & Friends (pamiętamy zeszłoroczny debiut)! W tym roku artyści pokazali ulepszony warsztat wokalny. Wydaje się, że w przyszłym roku będzie już „perfekt” 😉

ogrnisko

Być może ludzie wykruszyli się szybko dlatego, że pobudka znów była przewidziana gdzieś po szóstej. Potrzebowaliśmy dotrzeć na mszę na 10.30 do Starego Sącza, a przecież musieliśmy posprzątać po sobie, posilić się i zejść z gór. (Cóż za zejście! Po kamieniach i korzeniach w dół i w dół… karkołomne).

Po Mszy w kościele przyklasztornym sióstr Klarysek (gdzie jak zwykle byliśmy atrakcją) odbył się apel kończący. Usłyszeliśmy podziękowania, rozdane zostały upominki eskapadowe, wręczono patenty po zakończonym ostatnio kursie Spektrum-Zielony (gratulujemy kursantom :))

Po apelu – kilka sekund dla fotografów – i pakujemy się do autobusu. Po drodze mały postój a potem – o! już Kraków.

Czasem jest tak, że nam się nie chce. Czasem orientujemy się, że w natłoku spraw wrzucamy do jednego worka to, co nas cieszy i to, co nas irytuje. Jednak jest pewna zależność: Choćby nie wiem jak mi się nie chciało jechać, choćby nie wiem co mnie trzymało w mieście, nigdy, ale to nigdy nie żałuję, że pojechałam na Eskapadę. Wręcz przeciwnie. Opuściłam jak na razie dwie. I czuję, że o dwie za dużo.

borsukowa

GALERIE UCZESTNIKÓW ESKAPADY

Kategorie: Eskapada