II Eskapada Harcerstwa Starszego dobiegła końca. W podboju Stożka (góry w Beskidzie Śląskim) wzięło udział około 40 osób (plus jeden miś) z całej Polski.
Nasze spotkanie zaczęło się w piątek, kiedy to zjechaliśmy się do Bielska-Białej by tam odespać ciężki tydzień i z rana ochoczo ruszyć na szlak-a w zasadzie szlaki. Niektórym nie udało się dotrzeć w piątek- Ci próbowali złapać nas podczas sobotniej wędrówki. Spóźnieni mieli do wyboru- z resztą jak i wszyscy- trasy 3, 5 i 8 godzinną (w teorii). Chyba nie muszę dodawać, iż każda z nich relatywnie się wydłużyła…
Nasze spotkanie nie polegało tylko na tym, by iść i w trakcie iścia <sic!> gaworzyć sobie radośnie ze znanymi-bardziej lub mniej – osobami, tudzież środowiskami. (Choć przyznać trzeba, że to było niewątpliwie najbardziej oczekiwanym punktem programu). Atrakcji zapewniła nam nasza kadra-wspaniała jakże 🙂 . Zadała zadania do wykonania w trakcie marszu. 1- ułożyć piosenkę o naszej grupie wędrówkowej, 2- na pół godziny zamienić się plecakami (taaaak, zamienianie się jest fajne:) )
Szczęśliwie po (w moim przypadku) 9,5 h wspinania się i schodzenia, wspinania i schodzenia, zgubieniu współwędrowca i odnalezieniu współwędrowca, po czym (tak dla odmiany) znowu wspinania i schodzenia, dotarliśmy szczęśliwi, zmęczeni, głodni do schroniska. Tam strudzone włóczykije mogły odsapnąć, policzyć pęcherze i zjeść pyszny posiłek.
Nie na tym jednak zakończył się dzień. Po wieczornym apelu z zameldowaniem wszystkich osób plus „jednej gdzieś w lesie” odbyła się kuźnica. Relatywizm. Trudny temat -zwłaszcza dla osób, którym wydaje się, że zakwasy mają też w mózgu. Jednak wytrwale dyskutowaliśmy i próbowaliśmy dociec czy żyrafka stoi obok Pawła czy też nie.
Nocą ponoć odbyła się jeszcze gra. „Ponoć”- pewna nie jestem, bo niestety mój umysł wyłączył się około godziny 00.00. Do snu odprowadziły mnie dźwięki gitary i śpiew dobiegający ze świetlicy… Ehhh… romantyzmem powiało 🙂
Dzionka następnego góry odprowadziły nas w dolinę ze słonecznym uśmiechem. Po mszy w Wiśle (Małysza nie spotkaliśmy) rozjechaliśmy się wszyscy to tu, to tam do swoich domów tudzież akademików. A ja – parafrazując słowa piosenki – zostałam na peronie z tym plecakiem jednym, tak jak człowiek, który zgubił do domu swego klucz. Hej przyjaciele, zostańcie ze mną…. 🙂 Do zobaczenia za rok! A za rok?… Zobaczycie!