Idea : Ewangeliczne błogosławieństwa (Mt 5,3-12) mogą być wprowadzane przez nas w życie. Dzięki temu, my sami stajemy się ludźmi błogosławieństw, najpierw otaczając błogosławieństwem naszych najbliższych, a następnie otwierając się na innych, poszerzając przy tym krąg błogosławieństwa. Warto również pamiętać, że ów krąg może stać się błogosławieństwem dla nas samych…
Cele : 1. Pogłębienie naszego człowieczeństwa. 2. Wzmocnienie kręgu i otwarcie go na potrzebujących. 3. Rozwijanie metody pracy kręgu w jedności z systemem stopni ZHR.
Realizacja : 1. Próba jest  wykonywana w ramach próby na stopień lub oddzielnie, po otrzymaniu stopnia HR. 2.Mimo, że jest ona realizowana indywidualnie, to cały krąg akceptuje istnienie próby w kręgu, pisząc ją od nowa na swój użytek. 3.Krąg pracuje nad tym, aby „wydeptać ścieżki”, tak aby przechodzący próbę nie odbijał sie od symbolicznej „ściany domu dziecka”. 4. Próba składa się z trzech etapów, z których każdy trwa od 6-12 miesięcy. 5. Próba jest otwierana, weryfikowana i zamykana podczas obrzędowej zbiórki kręgu, np. warty strażników.

Próba Błogosławieństw – przykład

12 Komentarzy

ania · 09/03/2010 o 22:03

Cieszę się i życzę powodzenia w realizacji prób 🙂

Michal Karnawalski · 05/03/2010 o 09:11

Aniu, przekonalas mnie, ze warto umiescic w tekscie proby punkt o refleksji indywidualnej nad tekstem i mam nadzieje, ze krag, ktory bedzie ukladal probe dla siebie uwzgledni rowniez te uwage !

ania · 04/03/2010 o 18:19

A no właśnie… bo zapomniałam, że ja od początku myślałam o tym przecieraniu szlaków i z tego powodu tyle refleksji. Żeby te pierwsze próby były jak najlepsze. No ale chyba za bardzo wdałam się w szczegóły…

ania · 04/03/2010 o 17:47

Refleksja jest związana ze wszystkim, co robimy. Każda podjęta przez nas decyzja musi być poprzedzona dobrym rozeznaniem, aby nie była podejmowana na oślep i nie prowadziła na manowce.

Myślę, że trzeba mieć świadomość dwóch rzeczy:
1. Mamy przecierać szlaki, w związku z tym kładę taki nacisk na dobre przemyślenie tego, co chcemy zrobić. Żeby to były rzeczywiście szlaki, którymi będą mogli za nami iść inni.
2. Dążymy do ideałów, podejmujemy wyzwania, więc musimy też postawić sobie poprzeczkę jak najwyżej – żeby próba była realna do wykonania, a jednocześnie dawała rzeczywiście poczucie że coś dzięki temu osiągamy.

Ważna tu jest kwestia poszukiwania prawdy. Ona pozwala przełamywać bariery.

Nie chcę być źle zrozumiana. Nie chodzi mi o to, żeby przeważała refleksja nad doświadczeniem. Wręcz przeciwnie.

Schemat refleksja-doświadczenie-refleksja zakłada, że na początku opracujemy dobrą próbę, cały przebieg próby będzie jednym wielkim doświadczeniem (przede wszystkim Boga) i na końcu wyciągniemy odpowiednie wnioski, które pozwolą nam utrwalić naszą postawę. Kontynuować doświadczenie już nie w ramach próby, ale w naszym codziennym życiu.

Dlatego też myślę o tym, że należy to dobrze osadzić w realiach, w jakich żyjemy… Pomyślmy o nas, o naszych bliskich, o naszym środowisku, o naszej ojczyźnie. Te wszystkie sprawy nas dotyczą. Próba jest długoterminowa jak wspomniałeś, więc daje szeroką perspektywę.

Michał Karnawalski · 04/03/2010 o 16:31

Aniu, dzieki Tobie wybrzmial element proby, ktory jest w sposob harcerski zakamuflowany 🙂 tzn. refleksja nad tekstem i odnoszenie go do naszego zycia. Uzyty jest tutaj schemat doswiadczenie-refleksja-doswiadczenie… Jak rozumiem proponujesz raczej refleksja-doswiadczenie-refleksja… Osobiscie jestem za rozpoczeciem od doswiadczenia, nie tylko z powodow metody harcerskiej, ale rowniez z powodow ewangelicznych, tzn. ewangelia byla pisana po tym jak uczniowie doswiadczyli Jezusa zmartwychwstalego. Jednak jak najbardziej Twoja propozycja jest sensowna i swietna do zastosowania w kregu, bo wg mnie jest ona jak najbardziej spojna z przezywaniem swiata przez osobe dorosla. To co jest cenne w Twoich przemysleniach, to akcent na refleksje indywidualna, co w tekscie proby pozostaje niedopowiedziane, by zostawic przestrzen dla harcerza/harcerki, ktorzy nie zawsze maja pozytywne doswiadczenie Kosciola. To, co mysle jest mocne w opublikowanym przez nas tekscie proby, to to, ze sklania on do dlugofalowej pracy, unikajac jednorazowosci.
Dzieki za Twoja prace.

ania · 04/03/2010 o 14:58

Hmm.. co napisałeś na temat wzmocnienia kręgu i otwarcia go na potrzebujących jest trochę rozbieżne z tym, jak ja to rozumiałam. W takim wydaniu to rzeczywiście ma sens.

Nie neguję potrzeby pomocy ludziom potrzebującym, otwarcia się na innych. Chodziło mi o przerzucenie akcentu z człowieka (który staje się błogosławieństwem) na Boga, który błogosławi.

Odnośnie błogosławieństw – najpierw my mamy nimi żyć, czyli tu jest ważne nasze bycie ubogim w duchu, znoszenie trudów życia, szukanie prawdy, przebaczanie itd., – w tym mamy stawać się wzorem do naśladowania i z tym wychodzić do ludzi. Nie tylko pomóc w ich trudnej sytuacji, ale pomóc zrozumieć sens tego, co przeżywają. Dziecku w domu dziecka nie tyle potrzeba ubrań, zabawek itd., ile zainteresowania, miłości, przyjaźni, jak też świadomości, że jest Bóg-Ojciec, który go kocha, że ma Maryję za matkę, która jest przy nim.

Tak, to prawda, że jest tu miejsce na harcerską służbę – sama idea harcerskiej służby wywodzi się z Ewangelii, więc nie można temu zaprzeczyć.

Ale potrzeba też zrobić miejsce na odczytanie woli Bożej konkretnie dla osób, które przechodzą próbę i którym pomagają. Nie ma Ewangelii bez krzyża, bez cierpienia. Myślę, że ten czas, który teraz jest (Wielkiego Postu) powinien nam to szczególnie pokazać. Nie da się cierpienia wyeliminować, walczyć z nim. (ono nas włącza w tajemnicę paschy Chrystusa) Można je jedynie ograniczać. O tym napisał Benedykt XVI w encyklice Spe Salvi.

Błogosławieństwa, o których mówi Jezus są nadzieją na wieczność. W tej nadziei trzeba żyć, tę nadzieje trzeba przekazywać.

Zobacz innych, ale najpierw zobacz siebie.

Zobacz najpierw, czy ty jesteś tym, który może znosić prześladowania dla sprawiedliwości. Czy jesteś w stanie narazić siebie w obronie tych biednych, prześladowanych, smutnych, cierpiących.. w obronie wartości.

Czy zdecydowałabym się wprowadzić to w moim kręgu – nie wiem. Aczkolwiek kusi mnie to i z pewnością podejmę ten temat na jakimś spotkaniu lub zbiórce.

Michal Karnawalski · 03/03/2010 o 22:00

Aniu, Twoje propozycje sa bardzo ciekawe i w sposob widoczny wyplywaja z Twojej wiary. Nie negowalbym natomiast drugiego celu proby tj. 2. Wzmocnienie kręgu i otwarcie go na potrzebujących. Gdyz wg mnie oddaje on dokladnie funkcje ewangelii tj. wzmacnianie wspolnoty interpretujacej, a w drugiej kolejnosci otwieranie jej na ubogich, co w przypadku kazania na gorze jest kluczowe. Tzn. interpretuje, ze nie zalezy Bogu, by byc przesladowanym, ale zalezy mu na tym, ze jesli tacy sa, to winni oni byc pocieszeni / szczesliwi / blogoslawieni. I tu dostrzegam harcerska robote. Aniu, napisz prosze, czy jestes zwiazana z harcerstwem starszym.

ania · 03/03/2010 o 00:38

Każde słowo błogosławieństw niesie w sobie wiele treści… każdy może coś odkryć i to za każdym razem, gdy się nad nimi zastanowi.

Ja proponuję pewną kolejność. To znaczy:
1. Co jest napisane?
2. Jakie treści się s tym kryją, co to oznacza? (i tu własna refleksja, ale także odniesienie do nauczania Kościoła)
3. Jak to jest w kontekście mojego życia? (to moje propozycje zadań)

Nie może być tak, że ktoś nie uwzględni drugiego punktu.

Michał Karnawalski · 03/03/2010 o 00:33

Aniu, napisz prosze z jakiego srodowiska jestes. Moze zdecydowalabys sie wprowadzic te probe u siebie w kregu ?

Krzysiek · 03/03/2010 o 00:01

Aniu,
Jestem pod wrażeniem przemyślenia tego co piszesz. I jeseś świadectwem tego, że ta próba może rzeczywiście być żywa.
Bo czy nie o to chodzi, by Słowo żyło w nas i przemieniało nasze życie? Dla każdego z nas, w konkrecie naszego życia błogosławieństwa będą oznaczały coś innego. I każdego z nas Bóg będzie zapraszał do tego by pójść w konkretne miejsca i je urzeczywistniać. Stąd zadania są przykładowe – i tak je trzeba chyba rozumieć.
Czy bycie cichym oznacza umiejętność naprawienia krzywd? Być może, ale czy dla wszystkich? Niekoniecznie.

„zastanówmy się najpierw nad tym o czym mówią te słowa Pisma Świętego, a potem zabierzmy się za układanie prób, bo przyniesie to nam więcej szkody niż pożytku.” Ja na to AMEN.

Ale pozwólmy sobie też na to by Słowo było żywe w życiu każdego z nas…

ania · 02/03/2010 o 22:11

Ja bym tu postawiła takie cele:
1. Pogłębienie naszego człowieczeństwa (to myślę, że jest wporządku)
2. Weryfikacja życia w odniesieniu do Błogosławieństw
3. Pogłębianie jedności z Bogiem i ludźmi
4. Rozwijanie metody pracy kręgu w jedności z systemem stopni ZHR. (to w sumie też może zostać)

Jakie bym dała przykładowe zadania:

1. znajdę kierownika duchowego (czyt. człowieka, który pomógłby mi odczytać wolę Bożą odnośnie mojego życia) – porozmawiam z nim o swoim życiu – podejmę konkretną decyzję pracy nad tym, aby w moim życiu wypełniała się wola Boża (w konkretnej sprawie, obszarze mojego życia)

2. znajdę osobę, która cierpi – wysłucham jej problemów, porozmawiam z nią wskazując na dobro, dając jej nadzieję;

3. Zastanowię nad tym, czy kogoś nie krzywdzę, lekceważę, lub kimś nie manipuluję, lub czy nie robię czegoś dla uznania, na pokaz i w związku z tym, co odkryję – naprawię wyrządzoną krzywdę, przeproszę, zaprzestanę manipulacji lub wykonam to, co do mnie należy, usuwając się w cień

4. Zrobię wszystko, aby poznać prawdę na ważny dla mnie, dla mojego życia, lub dla społeczeństwa temat. np. jaki naprawdę jest człowiek, do którego jestem uprzedzony, czym jest feminizm itp.

5. Postaram się dostrzec potrzeby osób w moim otoczeniu (rodziny, przyjaciół, znajomych) i starać się pomagać im w miarę swoich możliwości nie oczekując odwdzięczenia się. lub pogodzić się z nieprzyjacielem – pomóc komuś, do kogo żywimy uraz

itd.

ania · 02/03/2010 o 21:19

A gdzie w tej próbie jest idea błogosławieństw?
Przede wszystkim, to nie my otaczamy błogosławieństwem, ale Bóg. Nie podoba mi się, ze błogosławieństwa zostały potraktowane tak powierzchownie i w tym przypadku jako środek do naszych celów… One mają być naszym otwarciem się na Boga, po to byśmy w życiu realizowali Jego cele. Dlaczego nie jest to wędrówka duchowa? Dlaczego tak mało w próbie ewangelicznej pracy nad zrozumieniem sensu błogosławieństw i dążenia do świętości? Ta próba powinna przemieniać życie człowieka. Bo takie znaczenie w życiu człowieka mają błogosławieństwa.
Dlaczego mamy zatrzymywać się na takim płytkim odczytaniem tego moralnego drogowskazu – nie jesteśmy skrzatami, czy zuchami, ale harcerzami starszymi – powinniśmy wymagać od siebie więcej! To odnośnie celów.

A odnośnie przełożenia ideału na praktykę…

Błogosławieni ubodzy w duchu… – oznacza, że mamy swoje życie i siebie zawierzyć Bogu, umieć dziękować Bogu i uwielbiać Go za wszystko, co posiadamy, patrzeć na swoje życie w Bożej perspektywie, dostrzegać w sobie talenty, rozwijać je i dzielić się nimi z bliźnimi – tu bardziej niż szukania osoby ubogiej w duchu przydałoby się znaleźć kierownika duchowego, albo pomoc drugiemu człowiekowi w tym, aby przestał polegać na sobie, na tym, co doczesne, a zaczął polegać na Bogu

Błogosławieni, którzy się smucą… – oznacza żyć nadzieją złożoną w Bogu, umieć wytrwale dążyć do celu mimo trudu, przeciwności, oznacza umieć przeżywać smutek jako coś co prowadzi do dobra, a nie popadać w rozpacz, jak również pomagać smutnym, szukającym pomocy – nie podoba mi się stwierdzenie: “odnajduję osobę i… staję się dla niej błogosławieństwem”, błogosławieństwem jest smutek, a nie pomagający człowiek, bo dzięki temu, może stać się coś dobrego; nie mówię, że samo zadanie pomocy człowiekowi cierpiącemu jest złe, zła jest intencja – nie pomagamy by stać się dla kogoś błogosławieństwem, ale aby tę osobę zrozumieć, aby ta osoba nie wpadła w rozpacz, ale mogła się nawrócić, zbliżyć się do Boga, dostrzec dobro i iść za tym dobrem, a więc nie tyle podzielić się własnym życiem, co wysłuchać i pozwolić tej osobie, żeby ona mogła podzielić się swoim życiem;

Błogosławieni cisi… oznacza pracę nad pokorą, nad tym, aby nie wywyższać się ponad innych ludzi, nie pragnąć uznania, zaszczytów, umieć przyznać się do błędów, naprawić wyrządzone krzywdy – a tu nie wiadomo skąd wzięło się znajdowanie drużyny przechodzącej trudny okres “ciszy” i organizowanie hucznej imprezy – nie ma to nic wspólnego z tym, o czym mówił Jezus

Mogłabym tak omówić każdy punkt zaproponowanej próby… Błagam, zastanówmy się najpierw nad tym o czym mówią te słowa Pisma Świętego, a potem zabierzmy się za układanie prób, bo przyniesie to nam więcej szkody niż pożytku.

Dodaj komentarz